Skinąłem głową i nadal biegłem. Zbiegliśmy z jakiegoś stromego wzgórza i ujrzeliśmy rannego Assuve. Nad nim stał jakiś śmiejący się wilk. Rozmawiali...Nie jestem pewien o czym. Widać było, że raczej nie są przyjaciółmi.
- Muszę zaatakować... Zostań tu nie chcę żeby coś ci się stało - powiedziałem nie zwracając uwagi na to, że protestowała. Zbiegłem na dół i spojrzałem na napastnika. Spojrzałem mu prosto w oczy, a on zaczął zwijać się z bólu. Śmiejąc się pewnie, rzuciłem się na przeciwnika. Był on, jednak dość silny by się uchronić i zadać cios, drapiąc mnie w kark. Po kilku minutach ponowiłem próbę, lecz coś było nie tak. Wszystko co widziałem zaczęło przybierać jakieś dziwne kształty... No tak! Czemu ja nigdy nie myślę.. To toksyczny wilk. W jego pazurach była trucizna, a ja głupi zaatakowałem. Stałem na środku spoglądając we wszystkie strony i nie za bardzo wiedząc jak się tego pozbyć. Nagle znów rozbrzmiał szyderczy śmiech wilka.
- Kogo my tu mamy ? Czyżby jakaś eskorta Assuvy? Hehehe.. Pora skończyć to co się zaczęło... - powiedział i chyba podszedł do Assuvy. Nagle usłyszałem czyjś głos. To była Artemisa...
~~ Artemisa? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz