Wszystko przybierało coraz dziwniejsze kształty... Po woli traciłem kontakt z rzeczywistością. Wiedziałem tylko, że Artemisa... Bałem się, że coś jej się stanie. Nagle usłyszałem jej głos, który wyrwał mnie na chwilę z objęć trucizny.
- Nic...Nic mi nie jest - powiedziałem drżącym lekko głosem - Zajmij się teraz bratem...
Tylko słuch mi został. Za to z moim umysłem było coraz gorzej. Wszystkie koszmary widziałem przed oczami...
Bałem się... Dziwne uczucie... Po raz pierwszy tak bardzo. Moja umysł pokazywał mi obrazy... Obraz odejścia Artemisy, śmierci sióstr. To wszystko było tak bardzo rzeczywiste.
Nagle usłyszałem odgłos czyjegoś biegu. To nie była Artemisa... To ten wilk. Przerażony krzyknąłem:
- Artemisa uważaj!
Jednak ku mojemu zdziwieniu nie usłyszałem odgłosów walki... Ktoś upadł...
- Artemisa?! - krzyknąłem, wierząc mocno w to, że to nie ona.
~~ Artemisa? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz