Trenowałam strzelanie z łuku do oznaczonego przez mnie
drzewa.Namalowałam na nim barwnikiem kręgi i zaczęłam strzelać.Kiedy
strzeliłam po raz dwudziesty w środek ziewnęłam i poszłam dalej
zwiedzając tereny tej watahy.Włożyłam łuk na plecy,a strzały do
kołczanu.Zdjęłam "rękawiczki" z łap i usiadłam na pniu,który znajdywał
się nie daleko od mnie.Uniosłam łapę w górę i zapaliłam ją.Westchnęłam
podpierając się drugą.Nagle usłyszałam jakiś szmer.Założyłam szybko
rękawiczki i wstałam wyjmując łuk i jedną strzałę,którą naciągnęłam
celując w krzaki.Nic się nie ruszało...zrobiło się cicho...nagle zaczęło
się przemieszczać z niewiarygodną szybkością.Zaczęłam strzelać,ale i
tak nie trafiałam bo to coś było za szybkie.Nagle z krzaków wyszedł
jakiś wilk.Schowałam łuk za siebie.Zmierzyłam wzrokiem wilka,a on po
krótkim czasie powiedział:
-....
(Ktosiu?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz