Niosłem w pysku ptaka, który zdążył zostać pozbawiony skrzydła. Kiedy
gryf wylądował na polanie upuściłem zdobycz i w groźnej postawie
zacząłem warczeć. Wadera obróciła się i spojrzała na mnie karcąco.
-Sory, nie wiedziałem, że ten wielki gołąb jest z tobą!
Nagle z lasu zaczęło dobiegać wołanie:
-Aiden, Aiden! Aiden debilu! Gdzie jesteś!?
-Tutaj.
-Gdzie znowu cię wywiało?!
-TUTAJ!
Wrzasnąłem już naprawdę głośno.
-On zawsze musi uciekać, ma mnie kompletnie gdzieś! Ja mu tu obiad niosę a ten idiota nie raczy nawet zaczekać!
Powiedziała ruda kulka z peleryną w postaci kocyka wychodząc z lasu.
Cameron mnie nie zobaczył póki nie warknąłem groźnie. On także upuścił
zdobycz w postaci dwóch myszy.
-Aiden? Co to do jasnej cho*ery jest?
Powiedział po czym przerażony wbiegł mi pod łapy następnie na grzbiet i wtulił się w futro.
-Spokojnie galareto. To zwierzak tej pani, która nam upolowała żarełko.
-To sam nie dałeś rady?
-Ehhh, chcesz pocałować grunt?
Nie miałem już naprawdę siły nieść tej kupki kłaków. Usiadłem, a
właściwie zwaliłem się na ziemię i z precyzją pozbawiłem ptaka piór.
Cameron bez słowa ruszył po jakieś patyki po czym pośpiesznie rozpalił
ognisko.
-A gdzie drugie skrzydło?
-Umieram z głodu!
<Astrid?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz