- Nie ścinaj się tak. - Powiedziałem do wadery. O dziwo nie zmieniałem tonu mojego głosu.
- D-dobrze. - Wadera wciąż się denerwowała. - Mógłbyś wyjść z mojej jaskini?
Posłusznie wyszedłem ale wychodząc z jaskini rzuciłem jej krótkie "Pa" i
pobiegłem do mojej jamy. Położyłem się na wielkim gnieździe. Nagle
przeanalizowałem co się przed chwilą stało. Kurde Picallo... Ja się...
ZAKOCHAŁEM?! Z tą tragiczną myślą, zasnąłem.
***
Obudziłem się. Wstałem i poszedłem się napić. Chociaż określenie
poszedłem jest tu za energiczne. Prędzej powłóczyłem się. Kiedy piłem do
stawu doszło kilka wilków z watahy. Wśród nich była ona. Patrząc się na
nią poślizgnąłem się i wpadłem do wody z wielkim pluskiem. Większość
wilków parsknęło śmiechem, inne wpatrywały się we mnie z rozbawieniem.
Wrzało we mnie.
- Ktoś tu chyba zapomniał że Placek jest jadowity. - Syknąłem.
Wielka radość zniknęła wśród wilków. Nagle Louise (usłyszałem jej imię
gdy wadery gadały) zrobiła pytający wyraz pyska i powiedziała.
- Placek?
- Tak Placek. - Odparłem spokojnie.
Otrzepałem się a błoto i woda spadło na wilki.
- Ha! - Zaśmiałem się.
Wylazłem z wody i spojrzałem ukradkiem na Louise.
<Louise?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz