Biegłem ile sił w łapach. Nie mogłem pozwolić żeby coś... coś jej się stało.
Zrobiłem dobrze nie słuchając jej i biegnąc za nią. Za wszelką cenę chciałem ją chronić.
Byłem coraz bliżej... Skoczyłem przed nią i przeturlałem się. Nie byłem jeszcze przyzwyczajony do łap.
Spojrzałem na kota. Z głuchym prychnięciem rzucił się na mnie. Zdążyłem uskoczyć i szybko zacząłem atakować. Walka z nim nie należała do najłatwiejszych w moim życiu. Boleśnie gryzł i drapał, rzucając tylko od czasu do czasu ciche przekleństwa. Każda rana, którą mi zadał krwawiła obficie Przez chwilę byłem na przegranej pozycji. Pomyślałem wtedy znów o niej... O mojej duszyczce... Wstąpiły we mnie nowe siły.
Miotałem się i drapałem z podwojoną szybkością. Zacząłem unikać większości ciosów... Stawałem się coraz silniejszy...
Kot patrzył na mnie zachmurzonymi, ciemnymi oczami. Na pyszczku malował mu się zarazem smutek i złość.
Czułem , że powoli traci siły.
Czułem.... że jeden trafny cios może go zatrzymać.
Skoczyłem i wbiłem mu pazury w kark. Kot otworzył szerzej oczy i miauknął rozdzierająco.
Później padł na ziemie nie przytomny. Nie wiedziałem czy go zabiłem... Jeszcze oddychał.
Wtedy znów przypomniała mi się ważna rzecz... ONA !!
Odwróciłem głowę. Leżała cała zakrwawiona ,a nurt rzeki poruszał jej sierścią. Oczy nadal miała otwarte, wzrok nieco zamglony. Szybko łapała kolejne oddechy.
-Artemisa! - krzyknąłem biegnąc do niej. Wyciągnąłem ją delikatnie z wody.
- Duszyczko to ja! Co ci jest...? Proszę cię zostań ze mną!! - wykrzyczałem , a łzy wyciekły mi z oczu.
Kotka zamrugała dwa razy. Była wyraźnie zmęczona.
- Nie możesz odejść... Ja..ja cię kocham- dodałem kładąc głowę na ziemi.
Wtedy kotka słabym głosem powiedziała:
~~ Artemisa? ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz