Łaziłam po jakiś polach. Nagle coś zaszeleściło w trawie. Nie zdziwiło
mnie to. Ze znudzoną miną spojrzałam spokojnie w stronę kępki zielska.
Był tam wilk. Super. Odeszłam od krzaku. Zmieniłam formę. W tym mrocznym
ciele to takie łażenie to po ch****ę się przydaje. Nagle zorientowałam
się że coś mnie śledzi. Trochę się zdenerwowałam. Jednak położyłam się i
zmrużyłam oczy. Powoli je zamykałam. Nagle coś na mnie wskoczyło.
Przerażona wyskoczyłam w powietrze i warknęłam niezwykle głośno. Z góry
mogłam zobaczyć co to jest. Zawsze mogłam się przyglądać. Zmieniłam
formę. Teraz będzie idealnie. Jako mroczna wciąż patrze na wszystkich z
góry.
- Wynoś się! - Warknął wilk.
- Bo co? - Zaśmiałam się.
Już miała nastąpić walka kiedy z wysokiej trawy wyłoniła się biała wadera.
- Picallo spokojnie. To tylko wilk. Nie jakiś słoń czy niedźwiedź tylko najnormalniejsza wilczyca.
- Spokojnie? Spokojnie?! - Krzyknął basior. - Nie pozwolę aby na terenach watahy łaziła jakaś włóczęga.
Kiedy to powiedział zapanowała cisza. Wadera się przestraszyła, Picallo
był dumny że mnie uciszył a we mnie wrzało ze wściekłości. Włóczęga?! To
on ma takie potargane włosy jakby nigdy w życiu nie widział szczotki!
Pewnie nawet nie wie co to szczotka. Spojrzałam na niego. Miał duże
błękitne oczy. I sumie ta grzywka tak fajnie przysłaniała mu jedno.
<Moon? Picallo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz