Spojrzałam na zawstydzonego Jacka. Wadera cały czas na niego krzyczała i pytała się o wszystko.
- Okłamałeś mnie! - krzyczała cały czas - Okłamałeś!
Wyzywała go od najgorszych. Po jakimś czasie uspokoiła się, ale to była
tylko cisza przed burzą. Ta rzuciła się na mnie i zaczęła mnie gryźć.
Jack ruszył mi na ratunek.
- Opanuj się! - krzyknął Jack odciągając waderę ode mnie - Nic nie
rozumiesz! Uwierzyłaś w te głupie plotki, które naopowiadała Ci ta
cała...
- Mam świadków! - przerwała mu.
- Jakich świadków? - wtrąciłam się.
Wadera zamilkła.
- Hahahaha! - zaśmiał się - Nie wiesz co powiedzieć, co?
Podeszłam do wadery, ale mnie odepchnęła. Wilczyca zaczęła głośno szlochać.
- Jack, ja cię kocham.. - wykrztusiła z siebie.
Jo (Jo to przezwisko Jacka) stanął jak wryty. Lekko otworzył mu się pysk, a po chwili zaczął się znowu śmiać.
- Jack! Przestań! - krzyknęłam.
Ten spojrzał na mnie zły i powiedział :
- Nie będziesz mi rozkazywać.
- Czy ja Ci rozkazuję?! - spytałam.
- Przestańcie, proszę... - odezwała się cicho wadera.
Jack podszedł do niej i się przytulił. Byłam zdziwiona jak się zachował,
a zachował się dość dziwnie. Miał strasznie zmienne uczucia. Jego
dziewczyna (jeżeli można ją nazwać jego dziewczyną) również go
przytuliła. Widać było, że Jo jest fałszywy. Ja stałam z boku i
patrzyłam się "kochającej się" parze. Ja przewróciłam oczami i poszłam.
Spacerując po lesie myślałam nad tym, czy Jack mnie na prawdę kocha.
Może nie powinnam o tym myśleć, ale przy mnie, przy mnie samej,
zachowuje się bardzo... Miło, przyjaźnie, chociaż też dziwnie. Kiedy na
mnie patrzy, ucieka oczami i jest zdenerwowany. Zacina sie kiedy mówi.
*Prawdziwa miłość, czy zwykłe zauroczenie?* - myślałam. Z Jo znałam się
od dziecka. Chociaż, że rzadko rozmawialiśmy, to jedna rozmowa była dużą
rozmową i wystarczała na kilka cichych tygodni. Mieliśmy wspólny język.
Inne moje koleżanki były zazdrosne, ponieważ miałam z nim najlepszy
kontakt. W końcu był (niby) największym przystojniakiem w całej watasze.
Zawsze kiedy wspominam dobre chwile z nim, śmieje się i płaczę. Sama
nie wiem czy to są łzy smutku, czy radości. Niby radości, ale czuję
smutek... Nagle stanęłam i przypomniało mi się coś "wielkiego", co
przydarzyło się w moim dzieciństwie. Wstrzymałam łzy i pobiegłam do
swojej jaskini. Usiadłam na kamieniu i dalej rozmyślałam nad swoim
'życiem'. Wyłączyłam się. Nagle otrząsnęłam się i zobaczyłam jakiegoś
wilka przede mną.
- Hej, hej! Jesteś tu nowa, prawda? - powiedział ciepłym głosem wilk po czym uśmiechnął się.
- T-tak.. - odpowiedziałam zawstydzona.
<Ktoś dokończy?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz